sobota, 29 czerwca 2013

#31. Łukasz Piszczek


Tego dnia świeciło mocne słońce, delikatnie ogrzewało moją skórę. Uwielbiałam się opalać i teraz oddawałam się tej przyjemności, którą dostarczał mi ciepły lipcowy dzień.
- [T.I], Przemek przyjechał. –Mogłam poszczycić się znajomością Przemysława Tytonia z Reprezentacji Polski. Ba, znajomością. Przecież Przemek to mój kuzyn, a zarazem najlepszy przyjaciel. To on pokazał mi co to piłka nożna. To on prowadził małą [T.I] za rączkę na mecze. Teraz też prowadzał, ale już nie za rączkę i wcale nie taką małą. W końcu już wybiła mi 18.
- Cześć młoda! – ta „ksywa” została mi od czasów kiedy jeszcze przedszkole było dla nas twierdzą niezdobytą.
- Cześć, stary! – odparłam z uśmiechem wstając z leżaka na, którym wygrzewałam swoje ciało.
- Idź się ubierz. Idziemy na trening reprezentacji. – rzucił jakby od niecenia i usiadł na krześle koło stołu, patrząc na mnie wyczekująco.
- O której?
- Za pół godziny musimy wyjść. – odparł spokojnie. Spojrzałam na niego gniewnie. W tym momencie pragnęłam tylko jednego. Jego śmierci.
 - Nie zdążę! – wrzasnęłam patrząc na kuzyna.
 - Wiem, że dasz sobie radę. Na górę i wskakuj w jakieś ciuchy. – powiedział uśmiechając się do mnie słodko.
- Ale Przemek!
- [T.I], masz już 25 minut. – posłałam mu mordercze spojrzenie i pobiegłam na górę. Weszłam do pokoju i już po chwili znalazłam się na wprost mojej szafy. Pojawiło się pytanie, które towarzyszy każdej kobiecie: „ W co się ubrać?” Nie mogłam wyglądać zbyt strojnie, ale nie mogłam wyglądać też nazbyt „męsko”. Po obejrzeniu szafy stwierdziłam, że po prostu nie mam w co się ubrać.
- 10 minut! – krzyknął Przemek z dołu. Przygryzłam wargę i chwyciłam w dłonie miętową spódniczkę i koszulkę w kwiatki. Wzięłam do tego czarne baleriny i pobiegłam do łazienki. Zdążyłam tylko przeczesać włosy i się przebrać. Do tego przejechałam rzęsy tuszem i wyszłam z łazienki. Szybko zeszłam na dół, gdzie już czekał na mnie Tytoń.
- No, no, no młoda, ślicznie wyglądasz. – powiedział pierwszy raz w życiu mnie komplementując.
- Dziękuję. – odparłam cicho. Speszyłam się. Zawsze jak ktoś mnie komplementował rumieniłam się. Nigdy nie mogłam tego zrozumieć.
- Chodź bo się spóźnimy, a wtedy będę machał dodatkowe 5 kółeczek.
- Dobrze ci zrobią. – powiedziałam ledwo dosłyszalnie.
- Słyszałem. – warknął.
- To było zamierzone. – powiedziałam z uśmiechem łapiąc klamkę. Otworzyłam drzwi i obydwoje wyszliśmy na podwórko. Stał tam nowy samochód Tytonia. Zawsze lubił szybkie samochody. Szpan przed kumplami i dziewczynami być musi. Przemek jak dżentelmen otworzył mi drzwi. Rzadko spotykany gest, ale bardzo miły. Pani Tytoń będzie farciarą.  Przemek jest naprawdę szarmancki. Usiadłam na fotelu i zapięłam pasy. Po chwili moje ruchy powtórzył bramkarz. Włożył kluczyki do stacyjki cicho pogwizdując. Następnie przekręcił je i samochód zapalił.
- Zobacz jakie cacuszko. – powiedział niemalże z miłością. Pokręciłam głową z niedowierzaniem. Co te samochody mają w sobie, że tak działają na facetów? Jechaliśmy na stadion koło trzydziestu minut. Umilaliśmy sobie podróż rozmową na temat piłki nożnej. Przecież obydwoje ją kochamy. Przed stadionem stało kilka samochodów, zapewne należących do piłkarzy. Wysiadłam, zgrabnym ruchem poprawiając spódniczkę. Przygładziłam ją lekko i westchnęłam. Trening reprezentacji Polski. Co mnie tu spotka? Tylko to szczerze mówiąc przychodziło mi na myśl. Co się tu wydarzy. Przemek nie mówił za wiele o kolegach z orzełkami na piersiach. Uśmiechnął się pocieszająco a ja spojrzałam na stadion z niemałym strachem. Zaciągnęłam się powietrzem i poszłam w kierunku wejścia.
- Mała, idź do trenera i powiedz, że jesteś ze mną.
- Okej. – po usłyszeniu mojego potwierdzenia chłopak zniknął w odmętach męskiej szatni a ja skierowałam się ku wejściu na murawę. Mój pech chciał, że wpadłam na jakiegoś chłopaka. Spojrzałam na niego z dołu. Wyglądał na zmartwionego tym, że mnie przewrócił. Pomógł mi wstać.
- Jestem Łukasz, a ty? – spytał z uśmiechem. Matko, jaki on ma uroczy uśmiech.
- [T.I]. – powiedziałam z uśmiechem. Nagle ni stąd ni zowąd pojawił się Przemek.
- O, widzę, że się poznaliście. – powiedział z bananem na twarzy.
- Tak. – powiedział Piszczek mijając mojego kuzyna. Co mu się stało?
Tytoń wyprowadził mnie na murawę gdzie Lewandowski ze Szczęsnym, przedrzeźniali Koseckiego.
- Chłopaki! – zawołał Tytoń. – To [T.I]. Poznajcie się.
- Wojtek jestem. – powiedział Szczęsny.
- A ja Robert. – uśmiechnął się Lewy.
- [T.I]. Miło was poznać.
- No, Przemek, muszę przyznać. Gust do kobiet to ty masz dobry. – powiedział Wojtek mierząc mnie wzrokiem.
- To moja kuzynka. – powiedział z uśmiechem bramkarz. W tym momencie dołączyli do nas Łukasz i Kuba.
-  Kuba to [T.I], [T.I], to Kuba. Z Łukaszem już się poznaliście.
- No, no, no Piszczu. Nie wiedziałem, że ty taki szybki jesteś. – zaśmiał się Wojtek.
- Może łaskawie ruszycie tyłki i zaczniecie biegać?! Panią zajmiecie się później! – krzyknął trener i każdy piłkarz pobiegł w inną stronę. Po treningu zostałam sama na korytarzu czekając na Przemka. Z szatni wyszedł Piszczek.
- Chodź. – powiedział łapiąc mnie za rękę.
- A Przemek? – spytałam.
- Przecież się nie obrazi. – powiedział uśmiechając się. Uległam i poszłam za chłopakiem.
- Łukasz, dokąd my idziemy? – spytałam po jakiś dziesięciu minutach drogi.
- Przejść się po Warszawie. – powiedział z uśmiechem. Oj Łukasz, Łukasz. Pokręciłam głową z niedowierzaniem.
- A dokąd najpierw?
- Hm... Park Skaryszewski?
- Jasne. 
Szliśmy jedną z alejek, starsi ludzie patrzyli na nas jak na parę. I w sumie to tak właśnie wyglądaliśmy. Trzymając się za ręce przemierzaliśmy alejki parku. Poczułam jak malutka kropelka rozbija się o mój nos. Zaczynało padać. A my byliśmy w środku parku.
- Chodźmy stąd. Zaczyna padać. – powiedziałam szarpiąc jego dłoń.
- [T.I], poczekaj.
- Łukasz, nie chcę wyglądać jak mokra kura! – wrzasnęłam, a niebo źle odczytało moje słowa i zaczęło po prostu lać. Piszczek złapał mnie za rękę, którą przed chwilą wyrwałam. Odgarnął z mojego policzka, mokre włosy, a ja lekko zadrżałam pod wpływem jego dotyku. Położył dłoń na moich plecach i przyciągnął do siebie.  Nikła odległość między nami dawała mi możliwość dostrzeżenia każdego detalu jego oczu. Powoli zbliżył się do mnie składając na moich ustach delikatny pocałunek. Oderwał się ode mnie i uśmiechnął. Złapał mnie za rękę i żadnemu z nas nie przeszkadzał padający deszcz. 

LANA

Hej ;3 Jak widzicie mam zaszczyt być tutaj współtwórcą imaginów  :) To mój pierwszy imagin, więc mam nadzieję, że się wam spodoba. Buźki ;* 

#30. Leo Messi / cz.2


Druga część Messiego z dedykacją dla Cule de FCB i natalia08081. Enjoy!

***

Już dziś miałam rozpocząć pracę nad kontuzją Messiego! Obudziłam się wcześnie rano, żeby przypadkiem się nie spóźnić. Ku mojemu własnemu zdziwieniu zebrałam się bardzo szybko i wyszłam z domu. Weszłam do samochodu i wyciągnęłam mapę samochodową. Messi wynajmował podobno mieszkanie, jakieś 30 minut drogi od mojego domu. To tam miałam jeździć na rehabilitacje. Znalazłam na mapie ulicę, na której przebywał piłkarz i ruszyłam w tamtą stronę. Ani się nie spostrzegłam i już stałam pod ogromną willą. Wyszłam z auta, podeszłam do drzwi i zapukałam. Brak odpowiedzi...Zresztą nic dziwnego, w tak dużym mieszkaniu chyba nie można usłyszeć pukania. Nacisnęłam więc na dzwonek. Zadzwonił doniośle i po chwili usłyszałam kroki i otwieranie drzwi:
- Witam. - uśmiechnął się Messi - Wejdź, proszę.
- Dzień dobry, nazywam się [T.I] i zgodnie z twoimi oczekiwaniami, pomogę ci wrócić do formy. - powiedziałam
- Miło cię poznać,[T.I]. Do mnie mów po prostu "Leo". Najlepiej będzie, jak będziemy mówić do siebie po imieniu, nie ? - stwierdził
- Jasne. Nie mam nic przeciwko
- A to jest Sabrine - wskazał na kobietę stojącą w kuchni - Znamy się bardzo długo. Mieszka obok, toteż zgodziła się, że będzie gotowała mi tutaj zdrowe obiady,żebym mógł wrócić do formy. - oznajmił gracz Barcelony
Teraz przez myśl przeszło mi tylko jedno - jednak wszyscy piłkarze są zadufani w sobie, bez wyjątku...Naprawdę nie mógł sam sobie czegoś gotować ? Musiał zaangażować w to jakąś starszą kobietę ?!
- Ja mam na imię, [T.I] i będę tutaj rehabilitantką - przedstawiłam się "kucharce"
- Witaj. Widzę, że Leo trafił na piękną kobietę i zapewne dobrą rehabilitantkę. Rehabilitacja i kontuzja mogą być czasem przyjemne, prawda Leo ? - zaśmiała się, a Messi tylko się zaczerwienił.
Mi samej chciało się z tego śmiać. Od razu zauważyłam, że Sabrine to zabawna i bezpośrednia kobieta. Zapewne Leo wiele jej zawdzięcza. Już podczas pierwszego spotkania ją polubiłam.
- Dobra, Sabrine ugotuj proszę coś pysznego,a my idziemy na górę, na siłownie - powiedział nadal jeszcze zakłopotany Leo.
- Chodź, pokażę ci twoje miejsce pracy. - zwrócił się do mnie i oboje weszliśmy schodami na górę.
Weszliśmy do ogromnego pomieszczenia, posiadającego chyba każdy możliwy sprzęt do ćwiczeń. To było idealne miejsce do pracy!:
- No to zaczynamy ćwiczenia - powiedziałam
- Bieżnia? - zgadywał Messi
- Rowerek - powiedziałam - Bieżni używać nie będziemy. To nie oddaje prawdziwego biegu. Jutro z samego rana zrobimy sobie bieg na świeżym powietrzu.- oznajmiłam z uśmiechem
Messi patrzał na mnie lekko zdziwiony:
- Czyli bieżnia-nie...jak sobie życzy pani rehabilitant - powiedział z uśmiechem.
- Cieszę się, że się rozumiemy. Tutaj nie jesteś gwiazdą i nie będziesz robił co ci się tylko podoba. Będziesz robił co ci każę - powiedziałam usiłując zachować powagę. Jednak po chwili wybuchnęłam głośnym śmiechem, a wraz ze mną śmiał się Messi.:
- Zabrzmiało jak groźba - powiedział, nie przestając się śmiać

SARA

dodałam wam 2 część Messiego, mam nadzieję, że nie jest taka zła. Wkrótce dodam i 3, bo 5 lipca jadę na dwutygodniowe wczasy rodzinne, przyjeżdżam na cztery dni i ...znowu jadę- na obóz do Bułgarii, także nie będzie mnie prawie cały lipiec. Jednak całkiem możliwe, że oprócz mnie do pisania imaginów pojawi się tu pewna świetnie pisząca osoba...Szczegółów nie zdradzam, bo nic jeszcze nie jest pewne .
Jeżeli przeczytałaś to skomentuj, to dla mnie bardzo ważne. Skomentuj, nawet jeśli nie masz tu konta, bo zastanawia mnie czy jakieś anonimy to czytają. Wydaje mi się, że nie, a szkoda... Powiedzmy, że 12 komentarzy=kolejna część już niedługo, co wy na to, dacie radę ? ;)


czwartek, 27 czerwca 2013

#29. Marco Reus

Dedykacja dla Gabi Reus. Mam nadzieję, że ci się spodoba ;)
***
- Pobudka - usłyszałam głos, który wybudził mnie ze snu.
Otworzyłam jedno oko i zamruczałam sennie:
- Przecież jest sobota - powiedziałam.
Poczułam nad sobą oddech i chwilę później słodki pocałunek na moich ustach.
- Wstawaj, kochanie - szepnął mój chłopak.
- Marco, o co chodzi, czemu mnie budzisz ? - pytałam odwracając się w jego stronę.
- Wstań, to zobaczysz - uśmiechnął się.
Otarłam senne oczy i przeciągnęłam się. Teoretycznie już nie spałam, ale mój mózg jeszcze nie pracował.
- Powiedz mi o co chodzi - nalegałam
- Musisz zobaczyć na własne oczy - stwierdził. Uśmiech nadal nie znikał mu z twarzy. Pogładził mnie lekko po policzku. Zmarszczyłam brwi w skupieniu. O co mogło mu chodzić ? Nie miałam zielonego pojęcia. Przyglądałam mu się z uśmiechem. Uwielbiałam rano jego rozrzucone na wszystkie strony włosy. Całego go uwielbiałam. I nie wiem czemu, bardziej podobał mi się w tych nieułożonych włosach, niż w idealnie postawionej fryzurze. Chyba dlatego, że rankiem był mój i tylko mój i to mi się najbardziej podobało.:
- Nie wiesz co dziś za dzień ? - zapytał Marco.
Myślałam chwilę. A właśnie! Teraz rzeczywiście mnie olśniło. Chyba mój mózg zaczął pracować. Przecież dzisiaj mija rok od naszej pierwszej randki.:
- Nie wiem - udałam zdziwioną - Dzień jak każdy inny - wzruszyłam ramionami.
- Serio nie wiesz ? - zapytał smutno.
- No, nie wiem, Marco. Oświeć mnie - powiedziałam
- A nie, jak nie wiesz to trudno - zrezygnowany  wzruszył ramionami
Tymczasem ja wybuchnęłam głośnym śmiechem.
- Wiem, Marco! Przecież dziś jest rocznica naszej pierwszej randki.
Marco odwrócił się do mnie energicznie.:
- Aj ty! Jak mogłaś mnie tak wrobić ? - udawał rozwścieczonego, ale uśmiech sam cisnął mu się na usta.
- Przepraszam, Marco, ale wyglądasz tak słodko, gdy się smucisz.
Marco przybliżył się do mnie i pocałował mnie w szyję.:
- Dobra, przeprosiny przyjęte, ale tylko ten jeden dzień będziesz bezkarna, w rocznicę - uśmiechnął się - A teraz wstawaj - wyciągnął mi spod głowy poduszkę.
- Ej! No dobra, już idę, idę - powiedziałam i wstałam z łóżka.
Nie zdążyłam nawet dojść do łazienki, a już zauważyłam, że w salonie czeka przyszykowane dla nas obojga śniadanie i przy oknie wisi mały transparent "Kocham cię, [T.I]". Tylko Marco gdzieś zniknął. Nagle poczułam czyjąś dłoń na swoim ramieniu.Odwróciłam się i zobaczyłam przed sobą Marco:
- [T.I] - powiedział - Miało być romantycznie i chciałem powiedzieć ci coś po francusku, ale ten język...jest dla mnie za trudny. To dla ciebie - wyciągnął rękę zza pleców, a w niej trzymał różę.
- Nie szkodzi, po francusku czy nie i tak jest wystarczająco romantycznie - powiedziałam z uśmiechem, po czym skoczyłam na niego i pocałowałam go namiętnie. Marco złapał mnie zaskoczony, w ostatniej chwili, ale od razu odwzajemnił pocałunek.

SARA

wtorek, 25 czerwca 2013

#28. Robert Lewandowski

Imagin z dedykacją dla Lokaaa i Meg Lewandowska.
Inspiracja : <klik>
***
(2.02.2013)
Szanowny żołnierzu nr. 107 922,
Nazywam się [T.I]. Naprawdę nie wiem jak rozpocząć ten list. Nie mam absolutnego pojęcia co powiedzieć. Może po prostu daj mi znać, jeśli zrobię coś źle, okej ?
Wypadałoby się najpierw przedstawić. Tak więc mam na imię [T.I], ale to już mówiłam, nie ? Mam 18 lat, więc w tym roku kończę liceum. Nie wiem jakie studia wybrać, ale pomyślę nad tym jeszcze przez wakacje. W końcu moi rodzice twierdzą, że to „jeden z najważniejszych wyborów w życiu”. Ale nie będę pisać tylko o sobie. Sam masz swoje problemy, z pewnością o wiele poważniejsze niż edukacja jakiejś nastolatki. Nie wyróżniam się niczym specjalnym. Czasem jestem trochę na uboczu. Też się tak niekiedy czujesz ? Mógłbyś opowiedzieć mi coś o sobie ? Albo po prostu, na początek ujawnij mi swoje imię.
Do napisania,
[T.I]


(8.02.2013)
Drogi  107 922,
Zadzwoniłam do jednostki, gdy nie dostałam od ciebie odpowiedzi. Powiedzieli mi, że to dziwne, że  żołnierz nie odpisał, bo żołnierze lubią słyszeć swoje nazwisko, gdy dostają listy. Mam nadzieję, że i ciebie choć trochę uszczęśliwił mój list. Wszystko u ciebie w porządku. Skoro nie odpisałeś, to teraz pewnie też nie odpiszesz, ale chciałabym ci zadać jedno pytanie. Jak wyglądało twoje życie przed wstąpieniem do wojska ?
Proszę o odpowiedź,
[T.I]


(14.02.2013)
Droga [T.I],
Mam nadzieję, że nie przeszkadza ci, że zwróciłem się do ciebie po imieniu, bo przecież się nie znamy… Zresztą nie ważne. Chciałbym cię przeprosić, że nie odpisałem na twój poprzedni list. Po prostu nie lubię dużo o sobie mówić. Cieszę się, że opowiedziałaś mi o sobie. Wiesz, czasem dobrze jest oderwać się od od swojej rzeczywistości i przyjrzeć się życiu innej osoby. Chciałaś znać moje imię, więc już ci je podaję. Nazywam się Robert, Robert Lewandowski. U mnie wszystko w porządku. Monotonia. Każdy nasz dzień wygląda tak samo. Ćwiczenia, ćwiczenia i jeszcze raz ćwiczenia.  Pytasz jak wyglądało moje życie przed wstąpieniem do wojska ? Otóż wyglądało zwyczajnie. Zwyczajnie, jak życie każdego przeciętnego nastolatka. Potem zrobiłem coś złego i mój ojciec wyrzucił mnie z domu i zapisał do narodowej armii.  Długa historia z tym „zrobieniem czegoś złego „ , wątpię byś chciała ją poznać.Tyle ode mnie. Cóź… odezwij się znowu. A i jeszcze jedno, mogę wiedzieć co skłoniło cię do napisania do mnie ? 
Robert.


(18.02.2013)
Drogi Robercie,
Absolutnie nie przeszkadza mi, że zwróciłeś się do mnie po imieniu, w sumie już jesteśmy znajomymi, prawda? Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że dostałam twoją odpowiedź ! Wydawało mi się, że nie odpiszesz, a tu proszę jest twój list ! Jeżeli chodzi o powód mojego napisania do ciebie, to najzwyczajniej w świecie interesuje mnie życie żołnierza i trochę mi się nudziło, więc napisałam do losowego członka armii. Pech albo szczęście chciało, że trafiłam właśnie na ciebie. Raczej szczęście, bo wydajesz mi się miłym chłopakiem. A może raczej powinnam powiedzieć "mężczyzną" ? Cóż, nadal nie wiem ile masz lat. Co do twoich przypuszczeń to myliłeś się-chętnie poznam twoją historię o "zrobieniu czegoś złego". Oczywiście jeżeli chcesz o tym mówić...
Przepraszam za mój chaotyczny sposób pisania. Jak już mówiłam, pisanie listów nie jest moją mocną stroną,
[T.I]


(23.02.2013)
[T.I]
Cieszę się, że już wiem czemu do mnie napisałaś, choć i tak niewiele to zmienia. Jeśli chodzi o mój wiek, to mam 22 lata. Nie wiem jak zacząć tą moją historię...Powiedzmy, ze w moje osiemnaste urodziny, trochę przesadziłem z alkoholem. Praktycznie nie zdawałem sobie sprawy z tego co robię. Razem z kumplami zniszczyliśmy samochód sąsiada. Ktoś nas przyłapał, zadzwonił po gliny i mój ojciec się o wszystkim dowiedział. Uznał, że jestem nieodpowiedzialnym małolatem, toteż wysłał mnie do wojska, żebym zmężniał. Głównie dlatego tu jestem. Sam bym się nigdy nie zgłosił. Nie o to żebym narzekał. Czasem nawet jest zabawnie. Wygłupy z kumplami i te sprawy. Czasami tylko wyruszamy w akcję. Wiesz..bardziej interesuje mnie zwykły dzień w Polsce. Tęsknię za domem.
Robert.
P.S Lubię chaotyczność ;)


(27.02.2013)
Jak leci Robert ?
Rozumiem, że tęsknisz za domem, nie ma w tym nic dziwnego. Całkowicie ludzkie. Wiesz, Robert jest tak wiele rzeczy, które chciałabym wiedzieć o tobie. Mogłabym nawet zrobić listę pytań, ale nie, nie zrobię tego. To byłoby głupie, nie ?
Tak czy inaczej, opowiem ci o moim tygodniu. Ostatnio myślałam o jakieś letniej, sezonowej pracy. I wiesz co ? Zrobiłam coś w tym kierunku, bo napisałam krótkie CV i złożyłam papiery w kilku miejscach. Myślę, że jak napiszesz następnym razem, będę już miała jakąś pracę.
Trzymaj kciuki,
[T.I]

*trzy miesiące później*

(18.05.2013)
Hej,[T.I]
Jak tam u ciebie ? Bo u mnie bez zmian. Dziękuję, że w ostatnim liście posłałaś mi moje ulubione gumy do żucia. Brakowało mi ich, haha. Mam jedno pytanie. Za miesiąc dostaję przepustkę. Chciałabyś się spotkać ? Jeżeli nie, zrozumiem.
Robert.

(21.05.2013)
Z przyjemnością. Napisz tylko gdzie i kiedy.

*trzy tygodnie później*
(5.06.2013)
Robert,
Naprawdę bardzo się o ciebie martwię. Od trzech tygodni nie dajesz znaku życia. Ja wiem, że masz jakąś misje... Ale boję się, że coś ci się stało.
Proszę, odpisz,
[T.I]

(14.06.2013)
Piszę, właściwie sama nie wiem do kogo. To mój ostatni list do ciebie. Dzwoniłam do jednostki i powiedzieli mi, że żołnierze, którzy byli na misji wszyscy zginęli. Miałam nadzieję, ogromną nadzieję, że ty żyjesz, ale dostałam tą informację i nadzieje wygasły.Miałeś wrócić do domu . Już za Tobą tęsknię, chociaż nigdy Cię nie spotkałam. Czy widzisz, że płaczę w tym momencie? Wiesz… nigdy nie będę mieć okazji, aby Cię zobaczyć. Nigdy nie dowiem się jak wyglądasz, nigdy nie usłyszę Twojego głosu. Nie zobaczę Twojego uśmiechu. Żałuję, że się nie spotkaliśmy i że już się nie spotkamy,
Do zobaczenia nigdy,
[T.I]

*dwa miesiące później*
Siedziałam w pokoju. i myślałam o wszystkim co było związane z Robertem. Nie mogłam przestać o nim myśleć Gumy, leżące na stole, które były jego ulubionymi tylko mi o nim przypominały. Najdziwniejsze jest to, że nawet nie znałam go osobiście, a tak bardzo za nim tęskniłam. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Zbiegłam po schodach i otworzyłam. W moich drzwiach stał wysoki brunet, o niebieskich oczach, ubrany w mundur.
- W czym mogę pomóc ? - spytałam zdziwiona.
- Nazywam się Robert Lewandowski.
Znieruchomiałam, nie mając odwagi wypowiedzieć choćby słowa. Ten Robert ? Robert z którym pisałam ? Nie, przecież to niemożliwe, on nie żyje.
- Żartujesz sobie ze mnie ? To jakiś kawał, tak ? - pytałam roześmiana
- Nie żartuję - powiedział mężczyzna - Zobacz, tu są moje listy od ciebie - podał mi stosik karteczek z kopertami.
- To o niczym nie świadczy - powiedziałam, oddając mu je z powrotem - Przecież Robert nie przeżył misji...On zginął. Zginął!
- Nie, to była pomyłka. Myśleli, że nikt nie przeżył, ale ja i mój kumpel zbiegliśmy i udało nam się przeżyć - ścisnął mnie za ramiona, zmuszając bym na niego popatrzyła - Uwierz mi, [T.I]
Stałam, milcząc, nie mając pojęcia co robić. Nagle Robert podwinął swój rękawek i powiedział:
- Pamiętasz jak pisałem ci, że na prawej ręce mam znamię w kształcie gwiazdy ? To właśnie to znamię - wskazał drugą ręką.
Nie potrafiłam w to uwierzyć, czyli on naprawdę żył  i stał tutaj przede mną !:
- Czemu się nie odzywałeś ? - spytałam, wtulając się w niego.
- Nie mogłem. Zabroniono nam. Przepraszam, że przeze mnie cierpiałaś.
- Nie szkodzi - wyszeptałam, uśmiechając się, mimo napływających łez. - Dobrze, że teraz jesteś.
- Bardzo za tobą tęskniłem - powiedział, przytulając mnie mocniej do siebie.



SARA

UWAGA! Bardzo was proszę o komentarze, bo wydaje mi się, że nikt tego nie czyta. A jak nikt nie czyta, to nie ma dla kogo pisać. Jeżeli przeczytałaś-skomentuj! Proszę, bo nie wiem czy opłaca się to dalej ciągnąć .


niedziela, 23 czerwca 2013

#27. Leo Messi / cz.1

Imagin z dedykacją dla natalia08081. Miłego czytania ! ;)
***
Kilka dni temu dostałam swoją wymarzoną pracę! Jestem rehabilitantką sportową. Pomagam zawodnikom w powrocie do zdrowia, po kontuzji. To nic wielkiego. Zgłaszają się do mnie, jak na razie, lokalne, amatorskie kluby. Do pokoju lekarskiego wszedł główny rehabilitant - Michael. Można by go nazwać szefem. Miałam z nim dobry kontakt, praktycznie byliśmy na "ty".:
- Cześć, [T.I]. Mamy niebanalne zlecenie - poruszył energicznie brwiami.
- Witaj Michael. Niebanalne ? - uśmiechnęłam się - Czyli jakie ? - zapytałam zaciekawiona
- Musimy pomóc w powrocie do zdrowia słynnej gwieździe piłki nożnej - odpowiedział
Nie umiałam wyczuć, czy był to sarkazm, więc pytałam dalej:
- O kogo chodzi ?
- Nie uwierzysz jak ci powiem - uśmiechnął się - Ma do nas trafić Leo Messi - niemal krzyknął
- Co?! Kto ?! Żarty sobie robisz ? Messi ? - nie dowierzałam
- We własnej osobie. - podkreślił Michael - Jutro przyjeżdża tutaj i zdecydujemy..on sam też zdecyduje, kto podejmie się tego wyzwania.
- Będziemy losować czy głosować ? - zakpiłam
Michael spojrzał na mnie i ze wzruszeniem ramion, powiedział:
- Większość będzie zależała od wielmożnego króla futbolu.
***
Na następny dzień wbiegłam do budynku mojego miejsca pracy, niesamowicie podekscytowana. Już za chwilę miał pojawić się tu najlepszy piłkarz świata i właściwie jeden z moich ulubionych zawodników. On wydawał mi się być inny od tych wszystkich marudnych, pyskatych i rozkapryszonych "gwiazdek futbolu". Mimo swojego sukcesu, nadal pozostawał skromnym człowiekiem, a przynajmniej takie sprawiał pozory. Po części przekonam się dzisiaj jak się zachowuje, a jeżeli to  mi uda się podjąć pracę z nim to będę wiedziała jaki jest na co dzień. Przy moim gabinecie siedzieli wszyscy rehabilitanci. Pomachałam do nich i widząc ich ponaglające gesty, natychmiast przyspieszyłam kroku. W końcu usiadłam razem z nimi:
- No,[T.I], co tak późno ? Dobrze, że jesteś, bo zaraz przyjedzie Messi ze swoją ekipą - powiedziała Ewa, jedna z moich koleżanek z pracy.
Każdy czekał z zniecierpliwieniem na króla piłki nożnej. Otworzyły się drzwi wejściowe naszej klinki. Zrobiło się głośno i tłoczno. Coraz więcej ludzi gromadziło się pod drzwiami. Nie ulegało wątpliwości, że przyjechał słynny Argentyńczyk.:
- Rozsunąć się, zrobić przejście ! - krzyknął Michael.
Wszyscy posłusznie odsunęli się. Wreszcie w całej okazałości można było dostrzec dwóch silnych mężczyzn w sportowych ubraniach, odsuwających tłum i starszego mężczyznę w garniturze i białej koszuli oraz samego  po kuśtykającego Messiego obok nich. Ci silni, potężni faceci to zapewne jego ochroniarze, natomiast starszy, elegancki mężczyzna to prawdopodobnie jego menadżer. Podszedł do nich Michael :
- Witam państwa ! Nazywam się Michael Evans, jestem przedstawicielem grupy rehabilitacyjnej. Jesteśmy do pańskiej dyspozycji, proszę za mną - uśmiechnął się.
Spojrzałam na piłkarza, bo byłam ciekawa jego zachowania, ale on nie odezwał się ani słowem i nie wykonał żadnego znaczącego gestu. Jego menadżer od razu podziękował i wszyscy ruszyli za Michaelem. Moje podekscytowanie coraz bardziej rosło. Wielka gwiazda, światowej piłki stała na wyciągnięcie ręki. Kiedy doszli, wszyscy niemal równocześnie zerwaliśmy się z krzeseł i po kolei przedstawialiśmy się piłkarzowi, witając się z nim uściskiem dłoni. On witał nas wszystkich z uśmiechem i serdecznością, podobnie jak jego współpracownicy. Gdy usiedli, Michael przedstawił im wszystkie podstawowe informacje dotyczące leczenia w klinice i przeszedł wreszcie do sedna sprawy : 
- Mamy wielu młodych, wykwalifikowanych rehabilitantów - wskazał ręką na nas - Każdy z nas posiada doświadczenie i jest świetnie zorganizowany, dlatego wybór należy do panów, z którym z nas pan Messi poprowadzi rehabilitację.
- Dziękuję za przedstawienie informacji, poprosimy o chwilę zastanowienia, będziemy musieli się naradzić. - powiedział menadżer Messiego.
- Oczywiście, nie ma problemu...
- Ja już zdecydowałem z kim poprowadzę rehabilitację - odezwał się po raz pierwszy od przybycia tutaj Messi.
Menadżer spojrzał na niego zaskoczony.
- Więc słuchamy pana ..- wyszczerzył się Michael.
Teraz nadszedł ten wielki moment. Wszyscy wstrzymaliśmy na moment oddech, trzymając kciuki za samych siebie.:
- Chciałbym, aby rehabilitację przeprowadziła ta pani - piłkarz wskazał ręką na mnie.
Stałam zaskoczona, nie wiedząc co powiedzieć. W końcu jakoś zebrałam w sobie głos i powiedziałam:
- Oczy...oczywiście. Z chęcią zajmę się pańską kontuzją - wydusiłam z siebie. 
Będę osobistą rehabilitantką Messiego! Chyba to jeszcze do mnie nie docierało...

SARA

messi część 1 ! olśniło mnie, miałam wenę i wpadłam na taki pomysł. Niedługo pojawi się kolejna część, która ostatnią raczej nie będzie ..;) pisać jeżeli ktoś chce dedykację na drugą część 

piątek, 21 czerwca 2013

#26. David Luiz

Dedykacja dla Narvana . Mam nadzieję, że ci się spodoba.;)
***
Nie ma nic cudowniejszego od spędzania dnia z ukochaną osobą. Osobą, która zawsze jest przy tobie i na
której możesz polegać i którą kochasz całym sercem. Inną sprawą jest, że ta osoba ma cię jedynie za przyjaciela...
Tak właśnie szedłem teraz w towarzystwie mojej przyjaciółki [T.I], która dla mnie zawsze była kimś więcej. Przyglądałem jej się badawczo :
- Ej, Luiz - szturchnęła mnie - Na co się tak gapisz ?
- Na... nic
- No dobra niech ci będzie. To co dzisiaj robimy ? - zapytała [T.I]
Pytanie jak każde inne, ale dla mnie trudne do odpowiedzi. Najchętniej zaproponowałbym jej randkę. Wyjątkową randkę, dla wyjątkowej dziewczyny, ale przecież byliśmy przyjaciółmi, a nie parą...
- No wiesz, możemy iść do kina, kawiarenki, parku, gdzie tylko chcesz, bo wszędzie i tak się będziemy dobrze bawić - uśmiechnąłem się
- Racja, a co byś powiedział na moją propozycję ? - spojrzała na mnie błagalnie.
- O nie ! [T.I], tylko mi nie mów, że znowu chcesz..- zacząłem, ale dziewczyna nie pozwoliła mi dokończyć.
- Proszę cię, David, chodź ze mną do pizzerii z Jamsem.
- Nie mogę, proszę cię, przecież to czysty drań - powiedziałem
- Nie przesadzaj. Nie jest taki zły - spuściła wzrok.
- Przecież już ostatnim razem wystawił cię do wiatru - spojrzałem na nią. Jej oczy wyrażały jedno słowo "proszę". Nie potrafiłem jej odmówić. - No dobra, niech będzie - przewróciłem oczami
- Dziękuję, jesteś kochany - wskoczyła na mnie i ucałowała mnie w policzek.
***
Obydwoje wystrojeni ruszyliśmy w stronę pizzeri. To znaczy ja ubrałem na siebie krótkie spodenki i zwykły t-shirt z nadrukiem. Nie miałem zamiaru stroić się na spotkanie z tym typem.
- Dzięki, że idziesz ze mną - uśmiechnęła się [T.I]
- Pamiętaj, że robię to tylko dla ciebie.
Weszliśmy do pizzerii i usiedliśmy w stoliku.:
- Dlaczego go jeszcze nie ma . Pewnie nie przyjdzie tak jak wtedy.
- Widocznie trochę się spóźni - powiedziała [T.I], wzruszając ramionami.
Trochę zdziwiło mnie to, że nie przejął jej ten fakt. Przecież on się jej podobał...
- David ? - zwróciła się do mnie
- Słucham cię.
- Czy mógłbyś zaryzykować naszą przyjaźń ? - zapytała
- Nie wiem o co ci chodzi, ale nie, raczej nie.
- A w wyjątkowej sytuacji ? - dopytywała
- Zależy w jak wyjątkowej, ale może tak . - odpowiedziałem nadal nie rozumiejąc o co chodzi. - Jej, ten gościu znów cię wystawił. Nie umawiaj się już z nim .
- Nie umawiam - powiedziała
- No przecież byliście umówieni, tak ? a te wszystkie spotkania, na które nie przychodził.?
[T.I] zaśmiała się:
- Te wszystkie spotkania, to pretekst do przebywania sam na sam z tobą, głupku. Zrozumiałam niedawno, że mam przy sobie ciebie - troskliwego, opiekuńczego, zabawnego i szczerego. Lepszego mężczyzny dotąd nie spotkałam - uśmiechnęła się, a ja nie mogłem uwierzyć w to co właśnie powiedziała.
- Skoro już mamy taką cudowną okazję to muszę ci powiedzieć, że jeśli o to ci chodziło to mógłbym zaryzykować naszą przyjaźń kosztem miłości, co ty na to ?- zaśmiałem się
- Myślę, że też bym mogła - uśmiechnęła się do mnie moja [T.I], która nie była już tylko moją przyjaciółką, ale kimś znacznie ważniejszym...

SARA

no i jest David Luiz, ale się namnożyło tych zamówień...proszę o cierpliwość  Bardzo proszę o to abyś po przeczytaniu skomentował/a, bo czasami jest tak, że mam około 40 wyświetleń imagina, a tylko 5 komentarzy. Każdy komentarz motywuje, nawet zwykłe, pojedyncze wyrazy.
uff, jak gorąco ! aż nie wierzę, że to w Polsce takie upały.;)


Zaczarowani