poniedziałek, 13 lipca 2015

#54. Marco Reus

Leżymy na łóżku, zatapiam się w tej chwili. Słucham jego delikatnego oddechu, zastanawiam się czy bez niego mogłabym jeszcze żyć. Spoglądam na niego, jego idealna twarz jest spokojna, nie zdradza żadnych emocji. Na tyle dobrze go znam, aby wiedzieć że jest odprężony. Czuję jak delikatnie gładzi moje ramie swoją dłonią. Dostaję od tego gęsiej skórki. Myślę co by było gdyby go tu nie było. Co by było gdybyśmy się nigdy nie poznali? Spoglądam na zegarek. Uśmiecham się i wstaję, patrzę na niego. On podnosi się na łokciach.
- Dokąd idziesz? - Pyta zdziwiony. Widzę, że nie chce aby ta chwila minęła.
- Zaraz masz trening.- Mówię wskazując głową zegar wiszący naprzeciw łóżka.
- Nie do końca.- Przygryzam dolną wargę. Nienawidzę gdy się tak uśmiecha. Sam wstaje z łóżka i podchodzi do mnie.
- Jak nie do końca? - Pytam zdziwiona patrząc mu głęboko w oczy. Są piękne, ich głęboka zieleń wydaje się błyszczeć niczym milion diamentów. Jest podekscytowany, zastanawiam się dlaczego.- Co ty planujesz?
- Sama zobaczysz.- Odpowiada tajemniczo i idzie do łazienki. Kręcę głową, zastanawiając się co znowu wymyślił. Po chwili wraca z białym ręcznikiem na biodrach.Chwilę stoi przy szafie wybierając ubrania.
- Powiesz mi o co chodzi? - Ponawiam pytanie licząc na odpowiedź. Odwraca się powoli i spogląda na mnie niewinnym wzrokiem.
- O nic nie chodzi kochanie, ale ubierz się wygodnie.- Przewracam oczami i podchodzę do niego, zbywa mnie uśmiechem i wraca do łazienki. Prycham głośno, aby usłyszał. Kwituje to śmiechem i po chwili wychodzi gotowy.
- Twoja kolej, zajmę się śniadaniem.- Rzuca, a ja podchodzę bliżej szafy. 'Ubierz się wygodnie' przypominam sobie jego słowa i przewracam ubrania w szafie. Wyjmuję ciemnoszare spodnie od dresu z białym znaczkiem Nike na biodrze, do tego dobieram białą koszulkę. Idę do łazienki, gdzie biorę prysznic, maluję się oraz ubieram. Uśmiecham się do swojego odbicia i zastanawiam co znowu wymyślił Marco. Schodzę na dół po schodach, wodzona kuszącym zapachem. W kuchni widzę farbowanego blondyna kładącego na stole talerz z goframi.
- Chcesz żebym się roztyła? - Pytam siadając na krześle.
- Ja? Gdzieżbym śmiał.- Uśmiecha się. Wywracam oczami i biorę jednego gofra z talerza. Odłamuje kawałeczek i wsadzam do ust.
- Jak zwykle pyszne!
- Przecież wiem.- Cicho się śmieje po czym sięga po kubek, przechyla go i dopija swoją kawę. - Jesteś gotowa? - Pyta patrząc mi prosto w oczy. W takich chwilach tracę rozum. Czuję się, jakby zaglądał do mojej duszy.
- Jestem.- Odpowiadam. - Skoczę tylko po okulary i możemy wychodzić.- Marco kiwa głową na znak, że zrozumiał i udaje się do przedpokoju, gdzie zakłada na siebie bluzę. Ja idę do drugiego pokoju, gdzie leżą moje oraz jego okulary. Bez namysłu biorę dwie pary i udaję się do wyjścia. Po chwili siedzę już obok niego na przednim siedzeniu. Po chwili czuję piasek pod powiekami, opieram się o szybę i zasypiam.
- Moja mała księżniczka się obudziła.- Kwituje mój ukochany gdy się budzę. Lekko przecieram oczy i rozglądam się wokoło.
- Możesz mi powiedzieć, co my robimy na A1? - Pytam widząc znajomą trasę.
- Jak widzisz jedziemy. - Odpowiada uśmiechając się pod nosem. Gdzie ty mnie wywozisz?
- Jeszcze się nie domyślasz? - Kręcę głową z niedowierzaniem i wyglądam przez okno.
- Długo spałam? - Patrzę na niego, gdy przyśpiesza. Spogląda na zegarek. - Niecałe dwie godziny. Źle spałaś w nocy? - Na jego twarz wkrada  się kpiący uśmieszek. Kręcę jedynie głową z niedowierzaniem i przymykam powieki.
Czuję dotyk na swoim ramieniu, otwieram oczy i widzę uśmiechniętego mężczyznę. Stoi przy mnie i czeka, aż się obudzę.
- Jesteśmy na miejscu? - Zerkam za niego, ale widzę jedynie niewielki szary budynek, a przed nim kilka samochodów.
- Żartujesz? - Podaje mi rękę, abym mogła wysiąść.- Jeszcze około dwóch godzin. Może trochę więcej.
- Szczerze mówiąc ulżyło mi.- Cicho się śmieję i wysiadam. Staję obok Marco i delikatnie opieram się o jego ramie. Chwilę spacerujemy głęboko oddychając. Nic nie mówimy, ale trzymamy się za ręce, to wystarczy. Po chwili zauważam, że mój towarzysz patrzy na niebo.
- Co jest?
- A czy musi coś być? - Pyta obejmując mnie. Wzdycham i wtulam się w jego tors. Słodkie perfumy mnie odurzają. Czuję jak bije jego serce, jego spokojny rytm lekko mnie uspokaja. Czemu ja się stresuję? Przecież to z nim jestem, z nim nic mi nie grozi. Ganię się w myślach za swoje wcześniejsze podejrzenia i spoglądam na niego. Przygląda mi się z uśmiechem. Ponownie wzdycham i wsiadam do samochodu. Marco robi to samo.
- Już się domyśliłaś dokąd jedziemy? - Dopytuje Reus ruszając.
- Może.- Odpowiadam tajemniczo i wyglądam za okno.
Kilka godzin później wreszcie wjeżdżamy do miasta. Poznaję je bez trudu. Tutaj się poznaliśmy. Spoglądam na niego ukradkiem, trzyma ręce na kierownicy bacznie przyglądając się trasie. Jest lekko spięty, żyły na rękach są dobrze widoczne. Zaczynam się martwić. 
- Wszystko w porządku Marco? - Nie odrywa wzroku od drogi, kiwa głową, ale nic nie mówi. Uznaję, że po prostu jest skupiony i ponownie wyglądam przez okno. Mijamy piękne budynki, nie myślę o niczym ważnym, odprężam się. Wiem dokąd zmierzamy i to mnie uspokaja. Po niecałej godzinie wysiadamy. Ściemnia się, ale to nie zmienia faktu, że hotel robi na nas wrażenie. Marco łapie mnie za rękę i z uśmiechem prowadzi do środka. Recepcjonistka zdaje się tylko na nas czekać, podaje nam kartę do pokoju i odprowadza wzrokiem. Już czuję jutrzejsze plotki, ale nie przejmuje się tym. Udajemy się na górę, podróż nas wyczerpała, prawie natychmiast zasypiamy.
Następnego dnia budzę się pierwsza, Marco jeszcze smacznie śpi przytulony do poduszki. Uśmiecham się na ten widok, wstaję z łóżka i podchodzę do okna. Odsłaniam grubą zasłonę i podziwiam krajobraz, czuję się jakby ta chwila trwała całą wieczność, jednak mija tylko kilka minut. Z rozmyślań wyrywa mnie Reus lekko całujący moją szyję. 
- Ubierz się wygodnie.- Powtarza wczorajszą kwestię, a ja wzdycham ciężko. Nie wiem co planuje, ale przeraża mnie wizja wielogodzinnego chodzenia, jednak robię to o co prosił. Godzinę później wychodzimy z hotelu w pełni gotowi i udajemy się w kierunku wydm. Wiedziałam, że mi to zrobi-myślę, ale grzecznie za nim idę. Kiedy wchodzimy do lasu łapie mnie za rękę i zaczyna żartować. Uśmiecham się do niego. Jest niczym małe dziecko. Zdaje sobie sprawę, że dlatego tak bardzo go kocham. Idziemy wolno, nigdzie się nie spieszymy, dlatego do wydm docieramy po ponad dwóch godzinach. Tam Marco bierze mnie na ręce i chwilę niesie. Śmieje się z niego, a starsze pary patrzą na nas z uśmiechem dyskretnie łapiąc się za ręce. Cieszy mnie to. Czuje, że jestem szczęśliwa. Marco po chwili siada na piasku usadzając sobie mnie na kolanach. 
- Jak dobrze wiesz dziś jest nasza trzecia rocznica.- Szepczę mi do ucha. Kiwam głową na znak, że pamiętam, więc kontynuuje.- Kiedy pierwszy raz Cię spotkałem, nie wiedziałem co myśleć. Wyłoniłaś się z tłumu sprawiając, że serce mi zamarło. Byłaś tak cholernie piękna.- Uśmiecham się i przypominam sobie chwilę kiedy przyłapuję go na gapieniu się na mnie.- Potem zaczęliśmy rozmawiać, okazałaś się cudowna. Wiecznie miła, opanowana kiedy trzeba, ale również zadziorna, co najbardziej w Tobie kocham. Potrafisz sprawić że mój dzień staje się lepszy. Każdy dzień bez Ciebie jest dniem straconym, a ja nie chce ich tracić rozumiesz? Dlatego [T.I]*, kochanie, wyjdziesz za mnie? - Czuję jak ciepłe łzy spływają mi po policzkach, wiatr rozwiewa moje włosy a Marco patrzy na mnie wyczekująco. Kiwam głową i całuję go. 
- Tak.- Szepczę i przytulam do niego. 

LANA



[T.I] - Twoje imię (tak tylko przypominam jakby ktoś zapomniał ;))



Tak więc, po raz kolejny się tłumaczę :)) Sprawy potoczyły się inaczej niż planowałam (a to ci niespodzianka) i musiałam poświęcić czas na uporządkowanie ich, ale wracam :) Do ekipy dołączyła świetna bloggerka, co mam nadzieję usprawni naszą pracę jednak niczego nie obiecuję, gdyż z dziewczynami kontakt mam jedynie przez internet :)

Co do imagina, Reus, długo wyczekiwany, ale jest! Pisałam go dosyć długo, ale nie powiem, że jestem dumna z efektu :') Mam nadzieję, że chociaż częściowo wynagrodzi Wam długo przerwę :)


+ zapraszam :) http://forever-marco-reus.blogspot.com/

15 komentarzy:

  1. taki czarującyyyy! cudownie wszystko opisałaś jejku *.* też byłabym zadowolona z efektów :D pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dziękuję kochana, jednak dumna nie jestem :*

      Usuń
  2. awww, rozpłynęłam się <3 tak na początku myślałam o oświadczynach, ale w połowie się rozmyśliłam, a tu bam! na sam koniec, aww :')

    OdpowiedzUsuń
  3. Warto było czekać *-*
    Takie słodkie i realistyczne <3 Gratuluje :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się że wróciłaś :) Wiesz już o kim będzie następnym imagin ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi to słyszeć, nie mam pojęcia. Osoby, które pozamawiały już dawno nie wchodzą tutaj, więc wszystko zależy od świeżych zamówień, jeśli takowe będą :))

      Usuń
    2. Baardzo bym się ucieszyła z Wojtka Szęsnego bo z nim jest tylko jeden i na dodatek taki smutny :P

      Usuń
  5. Imagin GENIALNY, lecę do zakładek zamówienia i składam od siebie

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest i imagin !!!! Tyle czekałam :D A tu dodatkowo się okazało,że z moim ulubionym piłkarzem :D ^.^

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepraszam, że jestem dopiero teraz, ale ten tydzień był po prostu wypełniony po brzegi. :)
    Dziękuję za zaproszenie. ;)
    Wspaniała historia i wspaniali bohaterowie. ;)
    Marco jest takim cudownym mężczyzną. Myśli o wszystkim. Bardzo rzadko mężczyzna pamięta o takich szczegółach jak rocznica. Marco pamiętał. I to pamiętał bardzo dobrze. Niesamowicie zaskoczyły mnie jego oświadczyny. Jednakże cóż się dziwić. Skoro jest z kobietą, dzięki której każdy dzień staje się piękniejszy, z kobietą, którą kocha, z kobietą, która sprawia, że chce być lepszy. ;)
    Wspaniały! Jestem pod ogromnym wrażeniem! :D
    Buziaki! :*

    OdpowiedzUsuń

Zaczarowani