poniedziałek, 13 lipca 2015

#54. Marco Reus

Leżymy na łóżku, zatapiam się w tej chwili. Słucham jego delikatnego oddechu, zastanawiam się czy bez niego mogłabym jeszcze żyć. Spoglądam na niego, jego idealna twarz jest spokojna, nie zdradza żadnych emocji. Na tyle dobrze go znam, aby wiedzieć że jest odprężony. Czuję jak delikatnie gładzi moje ramie swoją dłonią. Dostaję od tego gęsiej skórki. Myślę co by było gdyby go tu nie było. Co by było gdybyśmy się nigdy nie poznali? Spoglądam na zegarek. Uśmiecham się i wstaję, patrzę na niego. On podnosi się na łokciach.
- Dokąd idziesz? - Pyta zdziwiony. Widzę, że nie chce aby ta chwila minęła.
- Zaraz masz trening.- Mówię wskazując głową zegar wiszący naprzeciw łóżka.
- Nie do końca.- Przygryzam dolną wargę. Nienawidzę gdy się tak uśmiecha. Sam wstaje z łóżka i podchodzi do mnie.
- Jak nie do końca? - Pytam zdziwiona patrząc mu głęboko w oczy. Są piękne, ich głęboka zieleń wydaje się błyszczeć niczym milion diamentów. Jest podekscytowany, zastanawiam się dlaczego.- Co ty planujesz?
- Sama zobaczysz.- Odpowiada tajemniczo i idzie do łazienki. Kręcę głową, zastanawiając się co znowu wymyślił. Po chwili wraca z białym ręcznikiem na biodrach.Chwilę stoi przy szafie wybierając ubrania.
- Powiesz mi o co chodzi? - Ponawiam pytanie licząc na odpowiedź. Odwraca się powoli i spogląda na mnie niewinnym wzrokiem.
- O nic nie chodzi kochanie, ale ubierz się wygodnie.- Przewracam oczami i podchodzę do niego, zbywa mnie uśmiechem i wraca do łazienki. Prycham głośno, aby usłyszał. Kwituje to śmiechem i po chwili wychodzi gotowy.
- Twoja kolej, zajmę się śniadaniem.- Rzuca, a ja podchodzę bliżej szafy. 'Ubierz się wygodnie' przypominam sobie jego słowa i przewracam ubrania w szafie. Wyjmuję ciemnoszare spodnie od dresu z białym znaczkiem Nike na biodrze, do tego dobieram białą koszulkę. Idę do łazienki, gdzie biorę prysznic, maluję się oraz ubieram. Uśmiecham się do swojego odbicia i zastanawiam co znowu wymyślił Marco. Schodzę na dół po schodach, wodzona kuszącym zapachem. W kuchni widzę farbowanego blondyna kładącego na stole talerz z goframi.
- Chcesz żebym się roztyła? - Pytam siadając na krześle.
- Ja? Gdzieżbym śmiał.- Uśmiecha się. Wywracam oczami i biorę jednego gofra z talerza. Odłamuje kawałeczek i wsadzam do ust.
- Jak zwykle pyszne!
- Przecież wiem.- Cicho się śmieje po czym sięga po kubek, przechyla go i dopija swoją kawę. - Jesteś gotowa? - Pyta patrząc mi prosto w oczy. W takich chwilach tracę rozum. Czuję się, jakby zaglądał do mojej duszy.
- Jestem.- Odpowiadam. - Skoczę tylko po okulary i możemy wychodzić.- Marco kiwa głową na znak, że zrozumiał i udaje się do przedpokoju, gdzie zakłada na siebie bluzę. Ja idę do drugiego pokoju, gdzie leżą moje oraz jego okulary. Bez namysłu biorę dwie pary i udaję się do wyjścia. Po chwili siedzę już obok niego na przednim siedzeniu. Po chwili czuję piasek pod powiekami, opieram się o szybę i zasypiam.
- Moja mała księżniczka się obudziła.- Kwituje mój ukochany gdy się budzę. Lekko przecieram oczy i rozglądam się wokoło.
- Możesz mi powiedzieć, co my robimy na A1? - Pytam widząc znajomą trasę.
- Jak widzisz jedziemy. - Odpowiada uśmiechając się pod nosem. Gdzie ty mnie wywozisz?
- Jeszcze się nie domyślasz? - Kręcę głową z niedowierzaniem i wyglądam przez okno.
- Długo spałam? - Patrzę na niego, gdy przyśpiesza. Spogląda na zegarek. - Niecałe dwie godziny. Źle spałaś w nocy? - Na jego twarz wkrada  się kpiący uśmieszek. Kręcę jedynie głową z niedowierzaniem i przymykam powieki.
Czuję dotyk na swoim ramieniu, otwieram oczy i widzę uśmiechniętego mężczyznę. Stoi przy mnie i czeka, aż się obudzę.
- Jesteśmy na miejscu? - Zerkam za niego, ale widzę jedynie niewielki szary budynek, a przed nim kilka samochodów.
- Żartujesz? - Podaje mi rękę, abym mogła wysiąść.- Jeszcze około dwóch godzin. Może trochę więcej.
- Szczerze mówiąc ulżyło mi.- Cicho się śmieję i wysiadam. Staję obok Marco i delikatnie opieram się o jego ramie. Chwilę spacerujemy głęboko oddychając. Nic nie mówimy, ale trzymamy się za ręce, to wystarczy. Po chwili zauważam, że mój towarzysz patrzy na niebo.
- Co jest?
- A czy musi coś być? - Pyta obejmując mnie. Wzdycham i wtulam się w jego tors. Słodkie perfumy mnie odurzają. Czuję jak bije jego serce, jego spokojny rytm lekko mnie uspokaja. Czemu ja się stresuję? Przecież to z nim jestem, z nim nic mi nie grozi. Ganię się w myślach za swoje wcześniejsze podejrzenia i spoglądam na niego. Przygląda mi się z uśmiechem. Ponownie wzdycham i wsiadam do samochodu. Marco robi to samo.
- Już się domyśliłaś dokąd jedziemy? - Dopytuje Reus ruszając.
- Może.- Odpowiadam tajemniczo i wyglądam za okno.
Kilka godzin później wreszcie wjeżdżamy do miasta. Poznaję je bez trudu. Tutaj się poznaliśmy. Spoglądam na niego ukradkiem, trzyma ręce na kierownicy bacznie przyglądając się trasie. Jest lekko spięty, żyły na rękach są dobrze widoczne. Zaczynam się martwić. 
- Wszystko w porządku Marco? - Nie odrywa wzroku od drogi, kiwa głową, ale nic nie mówi. Uznaję, że po prostu jest skupiony i ponownie wyglądam przez okno. Mijamy piękne budynki, nie myślę o niczym ważnym, odprężam się. Wiem dokąd zmierzamy i to mnie uspokaja. Po niecałej godzinie wysiadamy. Ściemnia się, ale to nie zmienia faktu, że hotel robi na nas wrażenie. Marco łapie mnie za rękę i z uśmiechem prowadzi do środka. Recepcjonistka zdaje się tylko na nas czekać, podaje nam kartę do pokoju i odprowadza wzrokiem. Już czuję jutrzejsze plotki, ale nie przejmuje się tym. Udajemy się na górę, podróż nas wyczerpała, prawie natychmiast zasypiamy.
Następnego dnia budzę się pierwsza, Marco jeszcze smacznie śpi przytulony do poduszki. Uśmiecham się na ten widok, wstaję z łóżka i podchodzę do okna. Odsłaniam grubą zasłonę i podziwiam krajobraz, czuję się jakby ta chwila trwała całą wieczność, jednak mija tylko kilka minut. Z rozmyślań wyrywa mnie Reus lekko całujący moją szyję. 
- Ubierz się wygodnie.- Powtarza wczorajszą kwestię, a ja wzdycham ciężko. Nie wiem co planuje, ale przeraża mnie wizja wielogodzinnego chodzenia, jednak robię to o co prosił. Godzinę później wychodzimy z hotelu w pełni gotowi i udajemy się w kierunku wydm. Wiedziałam, że mi to zrobi-myślę, ale grzecznie za nim idę. Kiedy wchodzimy do lasu łapie mnie za rękę i zaczyna żartować. Uśmiecham się do niego. Jest niczym małe dziecko. Zdaje sobie sprawę, że dlatego tak bardzo go kocham. Idziemy wolno, nigdzie się nie spieszymy, dlatego do wydm docieramy po ponad dwóch godzinach. Tam Marco bierze mnie na ręce i chwilę niesie. Śmieje się z niego, a starsze pary patrzą na nas z uśmiechem dyskretnie łapiąc się za ręce. Cieszy mnie to. Czuje, że jestem szczęśliwa. Marco po chwili siada na piasku usadzając sobie mnie na kolanach. 
- Jak dobrze wiesz dziś jest nasza trzecia rocznica.- Szepczę mi do ucha. Kiwam głową na znak, że pamiętam, więc kontynuuje.- Kiedy pierwszy raz Cię spotkałem, nie wiedziałem co myśleć. Wyłoniłaś się z tłumu sprawiając, że serce mi zamarło. Byłaś tak cholernie piękna.- Uśmiecham się i przypominam sobie chwilę kiedy przyłapuję go na gapieniu się na mnie.- Potem zaczęliśmy rozmawiać, okazałaś się cudowna. Wiecznie miła, opanowana kiedy trzeba, ale również zadziorna, co najbardziej w Tobie kocham. Potrafisz sprawić że mój dzień staje się lepszy. Każdy dzień bez Ciebie jest dniem straconym, a ja nie chce ich tracić rozumiesz? Dlatego [T.I]*, kochanie, wyjdziesz za mnie? - Czuję jak ciepłe łzy spływają mi po policzkach, wiatr rozwiewa moje włosy a Marco patrzy na mnie wyczekująco. Kiwam głową i całuję go. 
- Tak.- Szepczę i przytulam do niego. 

LANA



[T.I] - Twoje imię (tak tylko przypominam jakby ktoś zapomniał ;))



Tak więc, po raz kolejny się tłumaczę :)) Sprawy potoczyły się inaczej niż planowałam (a to ci niespodzianka) i musiałam poświęcić czas na uporządkowanie ich, ale wracam :) Do ekipy dołączyła świetna bloggerka, co mam nadzieję usprawni naszą pracę jednak niczego nie obiecuję, gdyż z dziewczynami kontakt mam jedynie przez internet :)

Co do imagina, Reus, długo wyczekiwany, ale jest! Pisałam go dosyć długo, ale nie powiem, że jestem dumna z efektu :') Mam nadzieję, że chociaż częściowo wynagrodzi Wam długo przerwę :)


+ zapraszam :) http://forever-marco-reus.blogspot.com/

środa, 4 marca 2015

Prośba

Hej kochani! ♥
Przepraszam, że post pojawia się dopiero teraz, ale miałam nawał obowiązków i po prostu nie miałam czasu ani motywacji tu zaglądać, z współpracowniczkami całkiem straciłam kontakt, przez co nwm co dalej z blogiem, postaram się tu pisać raz na jakiś czas, ale nie obiecuję, że będzie to bardzo często. Niestety czeka mnie jeszcze dużo pracy do wakacji :) Całkiem straciłam rachubę w przeczytanych blogach, stąd moja prośba do Was, jeśli ktoś ma bloga i chce żebym go przeczytała (staram się komentować każdy rozdział i oczywiście jeśli blog mi się podoba leci follow :)) niech napisze tu komentarz bądź podeśle mi link na priv ;) 
Pozdrawiam ;) 

LANA

czwartek, 30 października 2014

Informacja

Witajcie kochane :)
Następny imagin jaki się tu pojawi będzie o Marco Reusie ponieważ mamy na niego najwięcej zamówień. :)) I proszę Was składajcie zamówienia w zakładce do tego przeznaczonej, ponieważ dużo łatwiej mi się liczy ilość zamówień na danego sportowca :) Więc prośby w komentarzach pod rozdziałami będą ignorowane. Jeśli chcecie coś przeczytać o danym piłkarzu macie mój numer GG, i zakładkę, także bardzo Was proszę piszcie tam, dziękuję xx Jak wspomniałam następny imagin będzie o Marco, bo jest go najwięcej w zamówieniach. A jeszcze następny zależy od Was xx Piszcie zamówienia, wszystkie postaram się zrealizować w miarę możliwości i czasu wolnego ;)) Także piszcie śmiało xx Pozdrawiam :*

LANA

poniedziałek, 22 września 2014

#53. Neymar

Imagina dedykuję Natalii :) *

Młoda brunetka siedziała na ciemnobeżowej sofie trzymając w rękach kubek z kawą. Było już dawno po trzeciej, a ona siedziała i wytrwale czekała na to aż jej miłość łaskawie wróci do domu. Niewiele po wybiciu czwartej usłyszała szczęk zamka. Poderwała się z miejsca podchodząc do drzwi. Cicho się przebierał zapewne po to, żeby jej nie obudzić. Jakież było jego zdziwienie, kiedy zobaczył dziewczynę opierającą się o futrynę.
- O [T.I]! Nie śpisz?
- Czekam na Ciebie.  Musimy porozmawiać Neymar. -  Udała się do salonu a zdezorientowany piłkarz zaraz za nią. – Oświecisz mnie gdzie byłeś kochanie? – Rzuciła akcentując ostatnie słowo.
- U Leo!
- Oh tak, według Leo śpisz już od końca meczu, według Barty jesteś w łazience i bierzesz prysznic, a według Pigue jesteście razem u niego i pijecie. Reszta wersji chłopaków jest identyczna. Siedzisz obok niego, gracie w fifę, a Ty akurat jesteś w łazience. Która wersja jest prawdziwa? – Zbladł. – Otóż, kochanie mam dla Ciebie dwie wiadomości. Jedną złą drugą dobrą, od której zacząć?
- Od tej dobrej? – Powiedział nieśmiało.
- Masz bardzo dobrych kumpli, a ta zła jest taka, że właśnie dzisiaj straciłeś mnie. No chyba, że to jest dla Ciebie dobra wiadomość.
- O czym Ty mówisz?
- Zdradziłeś mnie! Nie dosyć, że dzisiaj nie wróciłeś na noc, już nie pierwszy raz! Przymykałam oko! Jeszcze te wszystkie artykuły! – Wybuchła patrząc jak jej chłopak, a raczej już były chłopak siedzi na sofie trzymając łokcie na kolanach.
- Zrozum, że te cholerne szmatławce nie mają racji! Nie zdradzam cię!
- Te cholerne szmatławce wzięły i podrobiły zdjęcia?! Cholerne szmatławce zabrały Cię na całą noc?! Bądź mężczyzną i przyznaj się!
- Nie mam, do czego!
- To koniec Neymar. Od kiedy przeprowadziliśmy się do Barcelony ciągle są takie akcje! Mam cię dość! Zniknij z mojego życia!
- [T.I], poczekaj!
- Daj mi spokój! Czego Ty jeszcze chcesz?! Żebym znowu ci zaufała?! Żeby znowu było cukierkowo?! Żebyś mógł mnie zdradzać i żebyś miał, z kim pokazywać się na tych imprezach?! Żeby media dały ci spokój?! Znajdź sobie inną naiwną! W końcu, która się oprze wielkiemu Neymarowi, co?!
- Ale ja nie chce innej, chce ciebie. Zrozum, że cię kocham!
- Okazujesz mi to zdradami?!
- [T.I] proszę cię przestań! Nie zdradziłem cię!
- Mam ci dać dokładny spis kochanek?!
Dziewczyna nerwowo krążyła po pokoju krzycząc na swojego ukochanego. Kochała go mimo krzywd, które jej wyrządził. To był już za wiele. Zbyt dużo dziewczyn odwiedziło ich wspólne łóżko.
- [T.I]! Proszę Cię!
- Nie masz, o co Neymar. To już koniec. Jutro się spakuje i już mnie tu nie będzie. Szczęścia z inną. Mam cię dosyć.
*pięć miesięcy później*
- Halo halo! [T.I]! Wstajemy! Wstajemy! – Blondyn siedział na łóżku swojej najlepszej przyjaciółki i starał się dobudzić największego śpiocha, jakiego znał. Dzisiaj był bardzo ważny dzień i dla niej i dla niego. 
- Jeszcze minutkę. – Nakryła głowę kołdrę jeszcze bardziej i ułożyła się do snu.
- Nie ma minutki! Wstajemy! – Potrząsnął dziewczyną, a ta spojrzała na niego morderczym wzrokiem.
- No już, już wstaje. – Zwlekła się z łóżka i pobiegła do łazienki. Dzisiaj mieli podpisać najważniejszy kontrakt dla firmy. Najpierw kilka prezentacji, potem kontrakty. Założyła na siebie obcisłą czerwoną sukienkę, czarne szpilki, lekko przejechała usta pomadką, upięła włosy i była gotowa do działania. To był jej dzień i nikt by jej go nie zepsuł. Nikt. Wybiegła z łazienki, a jej najlepszy przyjaciel wlewał właśnie ciasto naleśnikowe na patelnię.
-Mmm! Sean, rozpieszczasz mnie. – Wyjęła z lodówki dżem truskawkowy, który obydwoje uwielbiali i położyła na dębowym stole.
- No a jak! Dzisiaj jest nasz dzień [T.I]. – Rzucił kładąc cały talerz pachnących naleśników i siadając naprzeciwko jej.
- Wiem przecież, zdobędziemy tych klientów! – Zaśmiała się smarując placuszek. Po zjedzeniu każde z nich chwyciło telefon, kawę w kubkach termicznych i opuścili ich lokum. Wsiedli do białego samochodu Seana. Jechali powoli, dopracowując wykonaną przez siebie pracę, poprawiając ostatnie błędy i uspakajając się nawzajem. Naprawdę zależało im na tym projekcie.  W Sali wykładowej znaleźli się po pół godzinie drogi i oczywiście po znalezieniu miejsca na jakże zatłoczonym parkingu dla pracowników. Zajęli przydzielone im miejsca i czekali na swoją kolej. Minął jeden projekt, drugi, trzeci. A klienci tylko oglądali notując pewne rzeczy. Bali się, czy spodoba się, niektóre projekty były naprawdę wyrafinowane. Przy nich ich projekt był zwykły.
- Więc teraz Pani [T.I] [T.N] i Pan Sean Benson.
Wstali, krew buzowała im w żyłach, ale byli gotowi, wiedzieli, co mówić i jak mówić, żeby klienci wybrali właśnie ich. Mówili na przemian przedstawiając to, co mieli do zaoferowania.
- Świetna prezentacja, wahamy się między dwoma projektami, Waszym a tym pierwszym, potrzebujemy czasu do namysłu, aby wszystko uzgodnić do końca zapraszamy państwa na mecz Barcelony dzisiaj. Bilety zaraz przekażę państwu nasz pracownik. Kolacje firmowe są oklepane, a my, jako Katalończycy powinniśmy wspierać naszych piłkarzy! –  Sean spojrzał na nią, była blada i jakby bez życia. Doskonale widział, co dla niej znaczy mecz, na którym zobaczy swojego byłego. Dalej ją to bolało. Uśmiechnęła się blado.
- Dziękujemy bardzo.
*kilka godzin później*
Czesała włosy siedząc na łóżku, od czasu ich rozstania nie oglądała żadnego meczu. Po wzroku swojego przyjaciela wiedziała, że Neymar nadal gra w pierwszym składzie i bez wątpliwie go zobaczy po pięciu miesiącach rozstania. To, że nie walczył o ten związek chyba bolało ją najbardziej. Skrycie liczyła, że zadzwoni następnego dnia, napisze sms, cokolwiek. A telefon milczał. Cały dzień siedziała trzymając go w rękach i licząc, że ekran się zapali i na ekranie pojawi się jego imię, łudziła się. Nic takiego się nie stało, więc straciła nadzieję. Zaczęła układać sobie życie od nowa bez mężczyzny u boku.
- [T.I]? Mogę? Za godzinę powinniśmy wyjść a ty tak naprawdę wiesz tylko, że Barca gra.
- Pewnie, siadaj. Powiedz mi wszystko.
-, Więc tak, Barcelona gra dzisiaj o puchar Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium. W podstawowym składzie może nie pojawić się Messi. Jeszcze nie wiadomo czy w końcu wyjdzie. No i mamy vipowskie miejsca. A to oznacza, że..
- Zauważą nas. – Dokończyła patrząc w jeden punkt na ścianie. – Wiem, spodziewałam się tego. Mam tylko nadzieje, że coś się stanie i mnie nie rozpozna.
- Dasz radę, jesteś dzielna, a ja będę obok. W każdej chwili możemy powiedzieć, że gorzej się poczułaś. A teraz wskakuj w tę koszulkę i spodnie. – Wiedział, że nie wyrzuciła jego koszulki z autografami chłopaków i spodni, na których podpisał się Pigue twierdząc, że na koszulce nie było już miejsca. Bawiło ją dalej to wspomnienie klęczącego przed nią Gerarda, więc uśmiechnęła się lekko wstając i nurkując w wielkiej szafie.  Wyjęła z niej wspominane ubrania i szybko założyła. Kolejny raz tego dnia wsiedli do samochodu i udali w daleką drogę na Camp Nou.  Kiedy wybierała mieszkanie starała się wybrać to, możliwie daleko od stadionu. Nie chciała przypadkiem natchnąć się na Neymara. Cała droga minęła im na przyjemnej rozmowie. Pocieszył ją. Już nie bała się konfrontacji z byłym. Dumnie wkroczyli na stadion, wcześniej pokazawszy bilety ochronie. W prawie pustym korytarzu już stali klienci, już nie w eleganckich garniturach, a w zwykłych jeansach i klubowych koszulkach.
- Widzę, że Pani jest wielką fanką! Nie dosyć, że oryginalna koszulka Neymara to jeszcze autografy każdego z nich! Tylko pogratulować im takiej fanki. – Ten młodszy puścił dziewczynie oczko a ta uśmiechnęła się traktując jego wypowiedź, jako komplement, udali się wszyscy na trybuny zajmując miejsca dla vipów. Sean zagadał ich dając jej chwilę wolnego na to żeby myśli mogły swobodnie krążyć po jej głowie. Była mu za to wdzięczna, potrzebowała momentu dla siebie, jednak nie trwał on długo. Piłkarze zaczęli wchodzić na murawę a ona przykuła swój wzrok do Neymara. Zmienił się. Zmężniał. Wyprzystojniał. Stał się po prostu inny, dojrzały. Tak to było dobre ujęcie.  Spojrzała na resztę, zauważając, że Messi ma wzrok skierowany wprost na nią. Wyszeptał coś do stojącego obok piłkarza, którego [T.I] nie poznała. Ten podał to dalej aż doszło do Neymara. Podniósł wzrok wprost na nią. Zmartwiała patrząc mu w oczy. W te cudowne brązowe oczy. Uśmiechnął się widząc swoją koszulkę. Wiele to dla niego znaczyło, mimo że dla innych byłaby to nic nieznacząca błahostka. Jemu dało to znać, że dziewczynie zależy.  Ten mecz, ta wygrana będzie dla niej. Po odśpiewaniu hymnów udali się na sam środek i ustawili. Gwizdek. Od tej pory istniała tylko piłka. Po pierwszym golu trybuny szalały. Jego strzelcem był oczywiście Neymar, po strzeleniu gola ułożył ręce w serduszko i posłał je wprost do [T.I].
- Chyba wpadłaś mu w oko! – Rzucił jeden z klientów, nie wiedząc, jaką gafę właśnie popełnił dalej oglądał mecz tak jak i ona. Wczuła się w atmosferę na trybunach, tę miłość do piłki. Brakowało jej kibicowania. Musiała koniecznie to naprawić! Reszta meczu wygranego przez Katalończyków 3: 0 minęła w przyjemnej ciepłej atmosferze. Wszyscy zaczęli się rozchodzić, co uczyniła również ona. Ale chciała zrobić jeszcze jedną rzecz. Osobiście podziękować chłopakom. Tłumacząc się, że idzie do toalety poszła przejściem, które kiedyś pokazał jej Neymar. ‘Jeśli będziesz chciała mnie zobaczyć po meczu, to idź tędy, żaden kibic go nie zna, ochroniarze rzadko tędy chodzą.’ Jak powiedział tak zrobiła. Znalazła się już prawie przy szatni, kiedy ujrzała byłą miłość idącą w kierunku murawy. Niewiele myśląc poszła za nim. Podszedł do bramki razem z piłką i zapewne chciał ćwiczyć.
- Czemu się tak katujesz? Przecież wygraliście. Zaraz będziecie imprezować. – Rzuciła, a on zmartwiał. Pamiętał ten głos doskonale. Umieścił piłkę w bramce z ogromną siłą i spojrzał na nią, nic się nie zmieniła. Jak widział na meczu.
- Od naszego zerwania nie byłem na żadnej imprezie. Teraz też. – Podszedł bliżej niej, tak blisko aż mógł znowu spojrzeć w jej morskie oczy. – Ja naprawdę Cię kocham i nie przestałem. I nie zdradziłem Cię. – Patrzył jej prosto w oczy, prawie opierając swoje czoło o jej.- Ten mecz, każda bramka była dla ciebie. Dla mojej miłości.
- Już nic nie mów. – Rzuciła całując go. A w tym momencie Leo stanął w drzwiach prowadzących na boisko, nawet nie spodziewając się tego, co tam zobaczy. Jednego był pewien, teraz jego kumpel z powrotem będzie szczęśliwy.


LANA


* Nie pamiętam czy miałam jakoś Cię zatytułować, być może, ale pisałaś do mnie na gg także to dla Ciebie :* Liczę że się spodobał :)
Witajcie :) Miał blog wrócić do żywych ale nie wyszło.. Niestety :( Nie wiem jak dziewczyny ale ja będę dodawać imaginy w miarę moich możliwości. :)

+ Jeśli ktoś jest chętny zapraszam do siebie:
http://quiet-another-bvb-story.blogspot.com/
http://you-cant-give--up.blogspot.com/
Rozdziały w najbliższych dniach :*

piątek, 7 lutego 2014

#52. Imaginy z gifami

1. Przebierasz się w szatni, przechodzi Marco i tak na ciebie spogląda:


2. Ty: Marco, obiad gotowy
Marco:

3. Marco: jesteś piękna
ty: żartujesz sobie ze mnie? daruj sobie
Marco: ale ja nie żartuję *spogląda na ciebie*


4. ty: nie chcę tego słuchać, nie mam ochoty z tobą rozmawiać!
marc: [T.I] stój! zaczekaj!


5. ty: co dzisiaj robimy?
kuba:


6. reakcja Mario gdy wreszcie na niego spojrzałaś



SARA
 
to tyle! Hej, dziś mam dla was porcję gifów. zdecydowałyśmy wspólnie, że oprócz jednopartów lub kilkopartowców, będziemy wstawiać tu imaginy z gifami! co wy na to? proszę was o komentowanie, bo jeśli chcemy by ten blog  wrócił do żywych to musimy współpracować :) to może jeśli będzie tu przynajmniej 7 komentarzy to wkrótce coś dodamy, będzie to dla nas sygnał, że nadal chcecie czytać ;)
 

środa, 29 stycznia 2014

#51. Robert Lewandowski / cz. 2

*** Kilka dni później ***



Brunetka siedziała na łóżku z telefonem w dłoniach i uśmiechała się do ekranu. Jej przyjaciółka stała w drzwiach i przyglądała się szczęśliwej dziewczynie. Od kiedy przyjechały do Niemiec z Polski [T.I] rzadko się uśmiechała. Była przeciwna przyjazdowi do Niemiec, nie lubiła tego kraju. Źle jej się kojarzył. Ale rodzice uparli się na uczelnie w Niemczech i nie mogła odmówić. Zabrała razem ze sobą swoją najlepszą przyjaciółkę – Asię i jakoś dały radę dostosować się do klimatu tego kraju, do kultury i ludzi. Żaden z Niemców nigdy nie podbił serca [T.I]. Do Niemieckich mężczyzn podchodziła raczej ostrożnie, kompletnie nie wiedząc czego może się po nich spodziewać. A tu pojawił się Polak, który od razu zawładnął jej sercem i rozumem.
- Piszesz z Robertem co?  - Spytała podchodząc do łóżka i siadając na zagiętej nodze.
- Tak. Jest taki kochany i... – Zaczęła ale Asia jej przerwała podnosząc dłoń do góry.
- Wiem, słyszałam to już kilkanaście razy.
- No bo tak jest. – Powiedziała wstając i podchodząc do szafy. Przeglądała po kolei każdą sukienkę chcąc wybrać idealną, która doskonale podkreśli  jej figurę. 
- Dokąd idziecie? – Spytała ruda dziewczyna patrząc jak jej najlepsza przyjaciółka wywala szafę do góry nogami.
- Nie wiem, na jakiś melanż z okazji wygrania jakiegoś meczu. – Powiedziała podekscytowana a Asi w głowie zaczęła ciążyć pewna wizja.
- On jest piłkarzem? – Spytała niby od niechcenia chcąc dowiedzieć się czy jej przypuszczenia co do tożsamości chłopaka jej przyjaciółki są słuszne.
- Tak. Wiem, nie lubię piłki, ale Robert wcale tak często o niej nie mówi. – Mówiła jak zaczarowana brunetem kobieta. Wzięła w ręce czarną sukienkę z koronkowymi plecami, rękawami i częścią dekoltu i poszła do łazienki.
- I on gra dla Borussi?
- Tak, dla Borussi jako napastnik. – W tym momencie Asię zmroziło. Jej najlepsza przyjaciółka chodziła z Robertem Lewandowskim. Tym Robertem Lewandowskim. Tym, który kilka tygodni temu zostawił swoją narzeczoną mówiąc, że nie jest gotowy na dojrzały związek, mówiąc, że chce się bawić, wziął się za biedną [T.I], która kompletnie nie znała się na piłce nożnej, piłkarzach i tym bardziej ich związkach czy wypowiedziach. Musiała coś z tym zrobić. Nie mogła pozwolić, żeby Robert zabawił się [T.I] i po prostu ją rzucił.
- O, to fajnie.- Powiedziała zasuwając suwak na boku przyjaciółki. – Uważaj na niego. – Powiedziała i wyszła. Musiała pomyśleć co zrobić z tym fantem, a raczej jak zniechęcić [T.I] do Roberta o ile w ogóle było to możliwe. Brunetka nie przejęła się słowami przyjaciółki i dalej szykowała do wielkiej imprezy.



*** Godzinę później ***



W drzwiach pojawił się przystojny mężczyzna odziany w ciemnogranatowy garnitur i białą koszulę. Przyjrzał się pięknej brunetce w czarnej sukience i czarnych szpilkach.
- Pięknie wyglądasz kochanie. – Powiedział na dzień dobry i delikatnie pocałował dziewczynę uważając żeby  nie rozmazać jej makijażu.
- Ty też. – Powiedziała ciesząc się, że jej obiekt westchnień powiedział do niej „kochanie”. Z uśmiechem na twarzy wyszła z domu wraz partnerem. Pół godziny pół godziny później byli na miejscu. Stanęli przed wielkim domem, a brunetka nie mogła się doczekać aż uroczystość się zacznie. Weszli do wielkiego holu trzymając się za ręce. Moment po ich przyjściu podszedł do nich młody mężczyzna trzymający tacę z szampanem. Podał im po kieliszku i odszedł. On zaprowadził ją do jakiejś Sali i z uśmiechem przywitał się z kumplami z klubu. Jeden za drugim uśmiechali się do przyjaciela i jego towarzyszki. Ona była zafascynowana ilością obecnych osób i trochę zawstydzona ilością spojrzeń kierowanych wprost na nią. Nagle do jej partnera podszedł przystojny chłopak patrząc wprost na nią.
- Hej Robert. To ta słynna [T.I]? – Spytał chłopak i uśmiechnął się serdecznie do dziewczyny.
- To ja.

- Nie dziwię się, że Lewy ciągle o Tobie mówi. – Powiedział przyciągając tym samym gniewne spojrzenie przyjaciela. 
- Dlaczego? - Spytała zaciekawiona Polka skupiając całą swoją uwagę na przyjacielu swojego towarzysza. 
- Jesteś piękna [T.I]. - Powiedział. - Tak w ogóle, ja się nie przedstawiłem, jestem Marco Reus. 
- Miło cię poznać Marco. I dziękuję za komplement. - Odparła z uśmiechem kobieta. 



*** Następnego dnia *** 



Zapach kawy i silny ból. Pierwsze bodźce które zawitały do jeszcze zaspanej głowy [T.I]. Delikatnie podniosła powieki, ale natychmiast je zamknęła. W całym pokoju było niesamowicie jasno. Ciemne rolety były odsłonięte a ostre promienie słońca wpadały do środka rażąc delikatne oczy dziewczyny. Na biurku stał kubek z kawą a w fotelu siedziała Asia i przyglądała się skacowanej przyjaciółce. Brunetka chciała usiąść jednak silny ból jaki poczuła i bezsilność znów położyły dziewczynę na poduszki. 
- Masz. Wypij. Pomoże. - Powiedziała ruda dziewczyna i wróciła na swoje miejsce. 
- Co to jest? 
- Nieważne. Pij. Potem wypij kawę. 
- Dobrze. - Odparła i przechyliła szklankę. Zimny płyn przyjemnie ochłodził dziewczynę. Wstała ostrożnie z łóżka i poszła pod prysznic, po drodze podpierając się każdą dostępną ścianą. Szybko weszła pod prysznic i puściła zimną wodę. Musiała się ochłodzić, kiedy zimna woda delikatnie spływała po nagim ciele brunetki ta rozmyślała o poprzednim wieczorze. Za wiele nie pamiętała, ale w jej wspomnieniach górował Marco co zdziwiło dziewczynę. Po chwili dotarło do niej coś, co przeraziło dziewczynę. 

LANA

Witamy po dłuugiej przerwie :) Mam nadzieje, że jeszcze ktoś tu zagląda :) Teraz wracamy i będziemy pisać znacznie częściej :) Pozostawiam Was z imaginem z Lewym który niestety nie wyszedł mi tak jakbym tego chciała. 

Zaczarowani